Dr Władysław Kuczewski

Doktor Kuczewski w swoim ogrodzie w Kryłowie.

Dr Wł. Kuczewski wraz z małżonką - Marią  (będącą również lekarzem) - pracowali w okresie międzywojennym w Kryłowie. Do dziś pamiętają ich starsi mieszkańcy.
Doktor Kuczewski nie ograniczał się tylko do medycyny, lecz także był wielkim społecznikiem. Myślę, że warto poświęcić mu kilka słów...

W
dniu 28 grudnia 1943 r. wszedł Wańka do domu doktora. W obecności córki Kazimiery oraz kilku pacjentów, otworzył drzwi do gabinetu i z szyderczym uśmiechem wyraźnie powiedział: "Diwid si jak si szlachtuje polskieho weprycha" i oddał kilka śmiertelnych strzałów do ofiary. Wyszedł bez pośpiechu z mieszkania, zadowolony, że spełnił obywatelski obowiązek prawdziwego Ukraińca. Doktor zginął dlatego, że w latach 1930 -1939 był aktywnym społecznikiem i piastował wiele społecznych funkcji.
Z usług doktora Kuczwskiego korzystała rodzina Wańki i on sam w razie potrzeby.
Wańka był jednym z najgroźniejszych konfidentów niemieckich i nieuchwytny działacz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Jego ojcem był rzeźnik i właściciel sklepu wędliniarskiego w Kryłowie Iwan Kwiatkowskij. Wańka zastrzelił swoją siostrę, matkę dwojga dzieci, tylko dlatego, że wyszła za Polaka we wsi Włoczka po drugiej stronie Bugu. Kiedy jego matka poszła na pogrzeb córki, również została zamordowana, a on udawał ciągle zacietrzewionego działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
10 marca 1944 roku Wańka został zlikwidowany przez żołnierzy BCh. 13 marca 1944r. miał się odbyć uroczysty pogrzeb konfidenta na cmentarzu w Kryłowie z udziałem ukraińskich dygnitarzy wysokiej rangi, toteż kom. "Ryś" ze swoimi chłopcami postanowił wziąć udział w uroczystości, ale stało się inaczej. Przed konduktem Wańki na cmentarz wprowadzono ciało zmarłej Polki, co zdezorientowało partyzantów o ujawnili swoją obecność na cmentarzu. Zabili więc tylko trzech murarzy zatrudnionych
przy grobowcu Wańki i wycofali się. Odgłosy strzałów i wiadomość o obecności partyzantów rozeszła się lotem błyskawicy, a kondukt z ciałem Wańki zdążający na cmentarz rozsypał się w mgnieniu oka. Ciało powróciło do domu żałoby i pochowano je dopiero w wielkiej tajemnicy. Żyjący wokół Ukraińcy i Polacy przepowiadali, że jest to kara Boża za matkę, która udała się na pogrzeb córki zastrzelonej przez brata, gdzie samo została zamordowana przez popleczników swojego syna.

Pod koniec lat 60 grobowiec uległ całkowitej dewastacji. Przez dziury dostawały się do środka psy i koty roznosząc po cmentarzu szczątki Wańki. Grobowiec zasypano ziemią. Dziś jest niewidoczny.

 

T. Pempko na podstawie "Odziały dywersyjne Batalionów Chłopskich na Zamojszczyźnie". A ostatni akapit na podstawie opowiadania pani M. Szpytmy